ZACZĘŁAM DAWNO TEMU

Tę swoistą „podróż” poznawania ojca na nowo rozpoczęłam w 2008 roku. Uczestniczyłam wtedy w warsztatach fotograficznych z Łukaszem Trzcińskim, zorganizowanych przez Stowarzyszenie Kulturalne JARTE w Mielcu. Dostaliśmy od prowadzącego zadanie domowe przedstawienia na zdjęciach opowieści fotograficznej.

Pojechałam o poranku do domu rodziców. Zastanawiałam się w drodze nad historią, którą chcę opowiedzieć, ale nie miałam konkretnego pomysłu. 6 rano, rodzice spali. Wiedziałam, że trafiłam na najlepsze światło. Tylko o poranku do kuchni i pokoju wpada słońce, więc pomyślałam, że ono wskaże mi punkt zahaczenia do opowiedzenia czegoś ciekawego.

Na krześle wisiał  taty sweter i krawat. Na stole leżały jego okulary. W pokoju piękne światło padało na kanapę, na której każdego dnia kładł się zmęczony po całym dniu pracy.  Obok poduszek leżał wełniany koc.

 

Zrobiłam więc kilka zdjęć rzeczy prywatnych mojego ojca i po chwili dotarło do mnie, że chciałabym go na nowo poznać właśnie przez przyglądanie się jego rzeczom.

Zrozumiałam, że nigdy wcześniej ani jemu ani sobie nie zadałam pytania: kim jest Alfred Bielec? Oczywiście znałam mniej więcej jego życiorys. Pamiętałam jego pierwszy własny zakład złotniczy i potrafiłam przypomnieć sobie jego atmosferę. Pamiętam, jak przenosił się do własnej, wybudowanej pracowni, a jednocześnie budował dom. Znałam historię walki rodziców o zdrowie mojego brata, powstania Fundacji SOS Życie i tego, co potoczyło się dalej.

Jednak odpowiedź na to proste pytanie nagle wydała mi się trudna.

Dlaczego trudna? Bo nie wiedziałam, z czym Alfred Bielec mierzy się na co dzień. Jakie ma marzenia i czym się martwi. Dotarło do mnie, że przestałam zadawać mu pytania, interesować się nim nie tylko jako ojcem, ale jako człowiekiem. Bardzo mi bliskim człowiekiem.

Pomyślałam, że mogę użyć aparatu fotograficznego jako narzędzia do odkrywania na nowo ważnej w moim życiu osoby,  do przywracania relacji z ojcem poprzez zainteresowanie się jego życiem i twórczością.

Byłam pewna, że w jego historii jest wiele miejsc, w których nigdy nie byłam. Potrzebowałam wybrać się w podróż, aby poznać ojca na nowo dzięki przyglądaniu się jego rzeczom i jemu samemu.

 

Przez kilka kolejnych lat „myszkowałam” z aparatem po pracowni i rzeczach prywatnych ojca. Bez jego wiedzy. Miałam poczucie, że to, co robię jest
rodzajem podsumowania jego życia, a przecież on nadal żyje i tworzy. Do dziś nie wiem, dlaczego mu od razu nie powiedziałam, ale pamiętam, że czułam strach. Bo podsumowanie było dla mnie jednoznaczne z końcem.

W 2013 roku w maju tato miał ciężką operację na serce. Chorował wcześniej wiele lat. Miał za sobą kilka zawałów. Postanowiłam mu opowiedzieć, co robię i zaprosić go do współpracy nad jego monografią życia i twórczości.

Ta rozmowa odbyła się pod koniec września 2013 r.  2 tygodnie po niej mój ojciec nie żył. Postanowiłam kontynuować tym bardziej moją podróż, już samotnie.

Jedna odpowiedź do “ZACZĘŁAM DAWNO TEMU”

  1. Wspomnienie ma w sobie wiele poetyckiej swobody. Opuszcza pewne rzeczy, inne wyolbrzymia. Bo pamięć ludzka gnieździ się głównie w sercu <3

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *